Dwa obrazy i dwa lęki.
Dwie łzy. Kropla po kropli - krew.
Przesiąknięta odorem papierosów i zapachu tamtego pokoju.
Nie jesteś wyjątkowa - nie, śnieżynko.
Jesteś oszukana i nieprawdziwa, bo Ciebie tu wcale nie ma.
Kłamstwo. Widzisz je, cuchnie nim powietrze. Przeklinasz swoją intuicję.
Że się nigdy nie myli. Że nigdy!
Mijał dzień za dniem oszukanej utopii.
A dzisiaj tylko ból w mostku i opuchnięte oczy. I nic..
Słońce już nie zaświeci.
Patrzę jak znikają kolejne blogi,
jak linki stają się puste zupełnie niespodziewanie.
Sama musiałam zrozumieć, że tego wcale nie trzeba pilnować, pielęgnować.
Cyfrowa rzeczywistość dla potrzeb. Mniejszych i większych.
Ten blog dla mojego instynktu samozachowawczego.
Bo przecież Ty mnie znasz, Ty wiesz, Ty czujesz bijące serce kiedy przytulasz się do mnie. Ty jesteś we mnie, choć różnimy się od siebie jak dwie krople. Ty tkwisz, ciało obce które we mnie wrosło i wreszcie stało się mną. i nawet nie trzeba się zszywać.
Muślin dotyku.
Szelest opadających powiek.
Podmuch aksamitu włosów.
Cała ja. Cały Ty.
We mnie. W Tobie.
Najprostsze słowa nie przechodzą przez gardło i grzęzną w setkach zastanowień.
Najniepotrzebniejsze wyrzucami z siebie jak Jednoręki Bandyta podczas wygranej.
Dawno przestałam już sobie zadawać pytanie dlaczego i po co.
Nie myślę też już o tym, że najpierw się krzywdzi aby naprawiać, zamiast nie krzywdzić.
Odpowiedzi nie ma. To jedno wystarcza mi za wszytskie moje pytania.
Odpowiedzi nie ma.
Dlaczego?
------------
Nawet kawa smkuje już inaczej, a zachód słońca ma ten szalenie różowy kolor.
Zupełnie jak rok temu.
Wieczorne przemyślenia pod wpływem wielkich uczuć.
Wieczory marzeń o podróżach w czasie.
I wieczory patrzenia we wspólne horyzonty. Pękanie wspólnych baniek.
Tworzenie nowych. Uczenie się nowych znaczeń.
Stawanie się czyimś aniołem i odkrywanie smaku gorzkiej czekolady.
Natchnienie z nikąd. Nature Millenaire.
Na początku było ciało.
Gąszcz pragnień ukryty pod skórą.
Ciało rosło, poznawało inne ciała, pragnęło.
Dopiero potem, znacznie później,
pojawiły się słowa.
Wszystko ulega przedawnieniu.
Kwity z poczty.
Przyjaźnie, miłości.
Suche płatki dawno zwiędniętych róż.
Przemijamy, codziennie bardziej, szybciej.
Nie żal nam pamięci i wyobraźni na krzywdy,
o których dnia następnego już nie pamiętamy.
Gnijemy. Przeterminowujemy się.
Najpierw w środku, popsuci, nieprzyjemnie patrzący.
Póżniej z zewnątrz. Najpierw twarz, później dłonie.
Dotykamy popsutych ciał. Głębokim wzrokiem.
Łączymy ciała z wzrokiem drętwo wbitym w sufit.
Akt przemijania, rozpaczliwa próba zatrzymania.
Mężczyzny, gatunku, Kobiety?
Toksyna wżera się głębiej i głębiej. Już prawie przy sercu.
Trach.
Przeterminowało się?
Pękło.
Wyrozumiałość wyprowadzona za ręke za drzwi
Dziecięcymi oczami pytając Dlaczego? i Na jak długo?
Nie wiem dziecinko.
Zraniono ją, tak jak kaczki na polowaniach.
Dla sportu,
za drzwiami umościłam jej posłanie.
Siostra Odpowiedzialność tylko się uśmiechała.
Dookoła głowy
Dookoła ciała
Ciągle zaskakująca mnie rzeczywistość.
Zaskakujący dom,
Zaskakująca samotność w tłumie.
A wydawać by się mogło, że pod kontrolą.
Jednak nie, żyje własnym życiem.
Pokój o pow. 10 metrow kwadratowych
przytłacza mnie ścianami.
Chcę zniknąć za murem Twoich myśli.
Cegiełka nie-charytatywna.
Niezasypianie
Odrzucić chwile zapchane byciem
marną egzystencją
Nigdy nie poznasz,
nie pokochasz,
nie zrozumiesz
Zwyczajne życie nie interesuje mnie
Byt - niebytu
Niebyt - bytu
a i tak pochowają nas
w tej samej ziemi.
a i tak będzie to okrotnie bolesne nigdy.
Zimny pot na szyji. Gęsia skórka na ramionach.
Nie wypowiedzieć żadnego słowa, nie zrozumieć żadnej myśli.
Bo jeśli jesteśmy tacy jak nasze sny, to jacy jesteśmy?
Jeśli snu nie ma?
A co ze strachem? Czy już nikt nie widzi, że jestem tylko człowiekiem?
Nie wymagajcie ode mnie siły jednocześnie ciągnąc za włosy na ziemię.
Zimną i chłodną..
Mokrą i wilgotną!
"1. Nie igraj z kobietą. Z jej pożądaniem i uczuciami. Trucizną ona jest dla swoich wrogów, solą dla ich ran.
2. Nie śmiej wykorzystać jej miłości. Nienawiść i zemsta z niej zrodzona śmiertelną jest dla kochanka."
Nigdy nie proś mnie, abym zapomniała majowe noce, czas przepływający przez palce, siebie.
Był oddech
i była myśl. Narodzeni dnia szczęśliwego
odeszli
dnia szarego i niespokojnego.
Gdzie oddech był,tam i myśl była
nikt nie dowe się jednak
czy odeszli w to samo miejsce
oddech głęboki
i myśl samobójcza.
I remember her as a child
Raven...on and on with her raven claws
Carving...on and on with her raven claws
How she lusts when she remembers
The night of her first blow
She aways wanted to know
How far could she really go
Inflamed, a dead-end room
Seduce to consume
Nightsilence...Vampire...Empire
Statues with open wounds
The flavour of poison and moon
Still maturing on her bood
She is not your occasional affair, no!
But eternal love, drop by drop...
Raven...on and on with her raven claws
Carving...on and on with her raven claws
How daylight hurts when moonlight bites
She juggles with her invisible knife
A black bird senses danger and fies
Gives place to a tall figure in dark
Little silhouette snakes find
a warm nest behind the door
And whip-tongues and skins
of sisters now gone.
Bodyprints cover the velvet floor
Which grows red and red
They know she will hunt and hurt tonight
And they crown her Queen of the Dead.
Raven...on and on with her raven claws
Raping...on and on with her raven clwas
Will she weep for them or whip them once again?
Zawsze u niej spędzałam kilka tygodni wakacyjnych..
to jej rysowałam laurki "Kochanej babci z okazji Jej święta"..
To ona wysunęła najpiekniejszą teorię lądowania ludzi na księżycu..
Teraz leży tam.. cicho i spokojnie, uśmiecha się tymi swoimi oczętami i pyta anioły w niebie czy nie są przypadkiem głodne.
Babciu.. zawsze będziesz żyła w nas.
Pogrzeb
1. Nie istotne jakim draniem jesteś za życia, po śmierci zostaniesz niemal wyidealizowany, podniesiony do rangi wzoru.
2. Wraz z człowiekiem umierają setki niewinnych kwiatów.
Wylane, rozlane, rozdeptane.
Bezkształtne, ohydne, gnijące.
Chmury powoli przesuwają księżyc po bezchmurnym niebie w czasie nowiu.
Życie przesycone paradoksami męczy.
Pozwólcie mi odetchnąć, złapać znów wiatr w żagle.
Nie, nie.. nie huragan! Wiatr.
Mam kotkę. Rudą. Jest taka maleńka, że mieści mi się w dłoni. Lubi zasypiać na moim brzuchu.
Dziś kiedy na nią patrzyłam, kiedy tak spokojnie spała, zastanawiałam się kiedy ja znów będę mogła spokojnie zasypiać.
Obudziła się i zaczepiała moje dłonie do zabawy, po kilku minutach igraszek z moimi palcami objęła "oburącz" mój kciuk i zaczęła go ssać.
"Co maleństwo, czas do mamy?"
[...]
Beyond this beautiful horizon
lies a dream for you and i
this tranquil scene is
still unbroken by the
rumours in the sky
but there's a storm
closing in voices
crying on the wind
the serenade is growing
colder breaks my soul
that tries to sing
and there's so many many
thoughts
when I try to go to sleep
but with you I start to feel
a sort of temporary peace
there's a drift in and out Anathema
Osobliwy widok
kaktusa
sukulent zwykły nie całkiem
w igiełki białe ubrany
przyschnięty
od słońca
od braku wody
analogia
do życia
ludzkiego nie całkiem
do obrazu
za oknem
ja
jawa
owiędła na płasko
ddalonych punktów
pstrość
czyli
je
łączy
sproszys
kreśli
bezwonny stan
a to znaczy ruch
a to wzruszyć
coś z pamięci oddechu:
krążenie
rytm rozkręcony na kwiat
rozgałęziacz pojęć zielonych
bujna kulistość
toczona zwąchań
struktura
każe stąd-dotąd zjawisko
wdech! zaklockowanie!
zamknąć w zamknąć
kryształy
w przezroczyście jedno słońce
zmysłu
nosa M.B.
Postanowiłam pogrzebać w przeszłości i sprawdzić swoją wrażliwość na zastygłe promienie.
Test wypadł pomyślnie. A jednak nauczyłam się żyć bez zimnego oddechu przeszłości na karku.